header title

Moje pierwsze dni z noworodkiem – co mnie zaskoczyło pozytywnie?

|
article-thumbnail

Pierwsze dni sam na sam z noworodkiem spędzają sen z powiek wielu świeżo upieczonym mamom. Niezależnie od tego, czy jest to pierwsze dziecko, czy kolejne, większość ma obawy, czy aby na pewno w pełni odpowiadają na potrzeby maluszka.

Mnie również dopadały te myśli, jeszcze przed porodem. Czy będę potrafiła sprawnie przewinąć dziecko? Czy nie wyślizgnie mi się podczas kąpieli? A może nie będę umiała go nakarmić? Na szczęście z pomocą przyszła moja doświadczona przyjaciółka, która powiedziała: oczywiście, że dasz radę. Będziesz mamą, dasz radę ze wszystkim!

Karmienie zaczyna się w głowie

Jeszcze przed narodzinami Sebastiana zaopatrzyłam się w laktator, zestaw butelek, mieszanki mleka dla noworodków, sterylizatory, smoczki, herbatki na laktacje i wszystko, co tylko może być potrzebne podczas karmienia piersią lub mlekiem modyfikowanym. Wychodząc z założenia, że przezorny zawsze ubezpieczony, w kuchni miałam całą gamę różnych mieszanek na wypadek, gdyby któraś nie posmakowała małemu.

Po porodzie nie potrafiłam ułożyć sobie dziecka. Każda położna radziła mi inną pozycję, a w konsekwencji była to walka o każdy łyk mleka. Czułam presję i brak intymności. Po powrocie do domu sytuacja się zmieniła. Spokój, cisza, własne łóżko i karmienie. Okazało się, że potrafię przystawiać dziecko, że potrafię nakarmić go aż zaśnie, że potrafię cieszyć się tym.
Byłam pozytywnie zaskoczona nie tylko dlatego, że udało mi się samej, ale też dlatego, że przyszło mi to zupełnie naturalnie, gdy poczułam się zrelaksowana i wyciszona.

Pielucha? Żaden problem

Was też straszono stosami pieluch, które znikają w zastraszającym tempie? Byłam przerażona! Dziecięcy pokój zamienił się w hurtownię pieluch i mokrych chusteczek, oczywiście różnych marek, na wypadek podrażnień, odparzeń czy po prostu czegoś, co mogłoby dziecku nie odpowiadać.

Owszem, część z nich trafiła na pupę mojego syna, ale część też do innych dzieciaków. Noworodek szybko rośnie, a to wiąże się z kupowaniem pieluch o większych rozmiarach.

Koszmar o cogodzinnym przewijaniu u mnie się nie sprawdził. Moje dziecko przesypiało w jednej pieluszce całą drzemkę, w nocy zmieniałam według potrzeb (po przebudzeniu na karmienie), a nie po każdym, najmniejszym siusianiu. Pieluch w małych rozmiarach po prostu nie zdążyliśmy wykorzystać. Pozytywnym zaskoczeniem było to, że wcale ich aż tyle nie potrzebuję.

Cieszyłam się, że przewijanie niemowlaka idzie mi sprawnie, pieluszki wcale nie kończą się tak szybko i co najważniejsze – wcale nie trzeba na nie wydawać majątku, ponieważ tanie pieluszki (np. Bambino) wcale nie oznaczają pieluch gorszej jakości, a wręcz przeciwnie – są superchłonne, miękkie i nie odparzają.

Kąpiel bez żadnych obaw

Bałam się wykąpać sama noworodka, a mój partner wcale nie był odważniejszy ode mnie. Zaglądał mi przez ramię, trzymając ręcznik, a ja w głowie miałam dziesiątki mitów, które usłyszałam od cioć i babć, aby nie zalać uszu, kikuta pępowiny, nie nalać wody do buzi, do oczu, nie wdusić ciemiączka, a najlepiej nie oddychać nad dzieckiem podczas kąpieli (tak na wszelki wypadek). W pewnym momencie pomyślałam: dosyć.

Moja matczyna intuicja podpowiadała mi, że dam sobie radę. Zamieniłam strach w dobrą zabawę, która okazała się wyjątkowo przyjemna dla synka. Leżał w wanience, a my polewaliśmy mu brzuszek wodą, masowaliśmy rączki i głaskaliśmy główkę, a synek mrużył oczka i prężył się podczas swojego domowego SPA.

Od tamtej pory kąpiel stała się przyjemnością dla nas i dla niego. Gwarantowała przyjemny, relaksujący wieczór, późniejsze karmienie i zasypianie. Dziś mogę to tylko wspominać podczas obserwacji ataku okrętów podwodnych na ludzików stojących po bokach wanny.

Zobacz także: